Moje pierwsze quilty

Gdy dziś oglądam moje pierwsze prace wyraźnie widzę wszelkie niedoskonałości - nierówne ściegi, nieostre punkty zejścia się szwów, nieprawidłowo  wszyta lamówka, pikowanie koślawe i ze źle ustawionym naprężeniem nitki... Mimo to wciąż je lubię - i wciąż ich używam.


Pamiętam  dobrze radość, którą dawały mi godziny spędzone przy maszynie i świadomość, że tak wiele jeszcze można się nauczyć. Nawiasem mówiąc - dopiero teraz widzę, ile wciąż można się nauczyć ;-)











Ten był "najpierwszy"....










  Z czasem wychodziło mi coraz lepiej...











 ...ale zawsze były to małe formy.

Na większe odważyłam się dopiero w 2014 roku. I wtedy założyłam bloga :-)

6 komentarzy:

  1. Dobrze Wiesiu, że je pokazałaś, bo to taki dokument własnej twórczości. Patchwork chyba trzeba zaczynać właśnie od małych i prostszych form, a dopiero później wypływać na szerokie wody dużych i skomplikowanych prac, bo inaczej można się zniechęcić. Małe prace są też chyba lepsze dla osób zabieganych zawodowo, bo do patchworku trudno jest siąść na pół godziny, a najlepiej jak ma się na szycie jakieś pół dnia. Twoje pierwsze prace zdradzają talent plastyczny i poczucie humoru :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie zaczynałaś Wiesiu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mi się podobają, są niezwykle świeże, pełne humoru, na luzie. Przypominają spontaniczne, dziecięce rysunki. Bardzo fajne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne początki Wiesiu ! A błędów nie widać wcale ! :) Widzę za to ,że moja szafa ( jeśli chodzi i skład tkanin ) ma wiele wspólnego z Twoją :D

    OdpowiedzUsuń
  5. te niedoskonałości sa najpiekniejsze, a te patchworki skradły moje serce nastrojem

    OdpowiedzUsuń