sobota, 19 marca 2016

Dwa lata - dużo, czy mało?

Dokładnie dwa lata temu założyłam bloga. Taki był pierwszy post - kto go jeszcze pamięta?

I tak, jak dwa lata temu, krzaczek przed domem puszcza pierwsze listki. Zastanawiałam się wówczas, co przyniesie przyszłość... Nie miałam pojęcia, jak prowadzić bloga. Nie miałam profilu na fb. Nic nie miałam - oprócz małej maszyny i radości z szycia.

Zaraz potem zaczęło się - po pierwszych  prawdziwych warsztatach u Marzenki Kiboko poczułam coś dziwnego. To chyba były narodziny  pasji.  Brzmi jak w jakimś wierszu, albo w powieści dla pensjonarek, ale niech tam...
Poznałam Kasię z Pracowni ino -ino i dzięki tej znajomości zawiązała się grupa Lub.Patchwork.pl. Najfajniejsze dziewczyny pod słońcem - wspomniana Kasia, UlaAsia i Jo Ho. 

 


Rzeczywistość potrafi zaskakiwać. Mam własną dziuplę - prawdziwą pracownię quilterki, którą własnoręcznie zrobiłam w pokoju starszego syna.



 Uczę pikowania, sama bardzo dużo się uczę - bo patchwork i quilting to studnia bez dna...Poznałam tak wiele wspaniałych kreatywnych osób przez te dwa lata.

A wszystko w dużej mierze dzięki temu blogowi, dzięki "Pikowanym Piątkom". Czyli dzięki Wam, Kochani Czytelnicy. Bez Was bloga by nie było.



Dziękuję Wam!

wtorek, 15 marca 2016

Tak, jak nikt inny na świecie...

Przed weekendem udostępniłam w naszej fejsbukowej grupie Patchwork Po Polsku zdjęcie z profilu  Judi Madsen, znanej i cenionej quilterki amerykańskiej.

Zdjęcie użytkownika Judi Madsen.:
Praca Judi Madsen, zdjęcie z Jej profilu fb


Pod zdjęciem zaczęły ukazywać się komentarze wyrażające podziw dla umiejętności Judi - ja również Ją podziwiam od dawna. Pisałam o niej na przykład w tym poście.

W którymś z komentarzy jedna z koleżanek stwierdziła, że wśród nas, Polek, jest wiele dziewczyn, które pikują tak dobrze jak Judi. Inna koleżanka stwierdziła natomiast kategorycznie, że nikt w Polsce nie pikuje z taką precyzją, swobodą i polotem. Rozgorzała dyskusja.

Z tą ostatnią  tezą się nie zgadzam, miałam bowiem przywilej oglądania wielu quilterek przy maszynie (zwykłej, nie long arm). Wśród nich jest kilka, które na pewno dysponują precyzją, swobodą i polotem w pikowaniu. Widziałam też pracę, wypikowaną bardzo pięknie i tak bardzo precyzyjnie, że łza radości się w oku mym zakręciła. Mam  świadków na tę łzę :-)

Ale to, co widziałam i co mi się wydaje, może być dyskusyjne,  postanowiłam więc przedstawić dowód rzeczowy. Usiadłam wczoraj do maszyny  i zrobiłam ....kopię pracy Judi pokazanej na zdjęciu.

Rozmiar 50 cm x 50 cm - miałam jedno popołudnie na zrobienie tej kopii.

Nawet kolory wybrałam podobne. Pikowałam białą nitką.





Pikowane na Janome Horizon 8900 QCP, bez regulatora długości ściegów. Pogoda do bani, nie do robienia zdjęć pikusiom, więc zdjęcia są, jakie są...
Same oceńcie, czy próbki są podobne.


 Dyskusja trwała czas jakiś, zmierzając - jak to z dyskusjami bywa -  w kierunku rozważań nad wyższością Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy (czyli nad wyższością precyzji nad jej brakiem, lub odwrotnie). De gustibus... i tak dalej.

 Tymczasem moja refleksja jest taka: szybko powiększa się grupa Polek, które mogą o sobie powiedzieć pikuję z wolnej ręki. Jak mam ochotę umieścić na swojej pracy kwiatek, spiralkę, ptaszka, to wyłączam w maszynie transport ząbkowy i przejmuję władzę. Nie boję się. Da się. Jak chcę mieć prosty szew - niech maszyna się męczy ;-) Cieszy mnie to niezmiernie -  powiększanie się grupy polskich quilterek mam na myśli.

Coraz liczniejsza jest też grupa Polek, które pikują tak dobrze jak Judi Madsen (Cindy Needham, Karlee Porter, Leah Day - wstaw odpowiednie nazwisko). Oto blogujące przykłady: Ewa i Joanna. Znam też inne dziewczyny, które są  w tej grupie, blogów nie prowadzą, albo kryją się ze swoim talentem. Niektóre w tej grupie są, ale jeszcze o tym nie wiedzą. Na przykład pewna bardzo precyzyjna z natury Ania (będzie wiedziała, że o niej piszę ;-). Albo pewna Ula, która spowodowała, że łzę uroniłam (też będzie wiedziała...). I Teresa, i Małgosia i wiele innych dziewczyn. Jeszcze się nie zebrały na odwagę...  Wszystkie dysponują maszynami małymi, czyli z precyzją Judi Madsen mogą wypikować pracę niewielką ( o ile lubią precyzję). Takie życie...

Ale wiecie co? Najfajniej być w trzeciej grupie pikuję,  jak nikt inny na  świecie. Mam swój styl.

 Jeżeli jeszcze będzie to styl  niemożliwy do skopiowania, to właśnie o to chodzi. Pikowanie tak dobrze jak... wymaga ćwiczeń oraz dużej praktyki, daje satysfakcję i cieszy. I jest dostępne dla wielu. Posiadanie własnego stylu, jedynego w swoim rodzaju, wymaga czegoś więcej. To dopiero sztuka! Oto  przykłady. Czy można podrobić Paulę Kovarik albo Jacqueline Heinz?  
   Albo Kasię Małyszko, Ulę Buczkowską?

Ja się nie podejmę.

piątek, 4 marca 2016

Poduszeczka do igieł high-tech ;-)

Wiooooosna idzie :-) Słońce świeci i jutro ma być 13 stopni!

W związku z powyższym uszyłam sobie poduszeczkę na igły maszynowe. Wszystko dlatego, że używam różnych igieł do różnych celów - cieniutkich, grubszych, do jedwabiu, igieł z dużym oczkiem do szycia grubymi nićmi  - i nie chce mi się ich przy każdej zmianie chować do odpowiednich pudełeczek.

Moja nowa poduszeczka jest "nowej generacji" - prawdziwe high tech w swojej dziedzinie :-)


Paski mają kolory takie, jakie oznaczenia mają igły Schmetz na kolbie:
  •  fioletowy pasek - igły do mikrowłókien,bardzo ostre i cieniutkie
  • łososiowy pasek - igły uniwersalne. Tak naprawdę igły uniwersalne nie mają specjalnego koloru do ich oznaczania
  • zielony pasek - igły do pikowania, również ostrzejsze od igieł uniwersalnych
  • blado niebieski pasek - igły z dużym oczkiem (topstich)  do stebnowania grubszymi nićmi
Oznaczenia kolorowe igieł Schmetz znajdziesz TU

Żeby mi się nie pomyliło, paski są podpisane, może się kiedyś ich nauczę ;-)


 Na paskach są zaznaczone najczęściej używane przeze mnie grubości igieł - taka tabelka powstała...


 Teraz, gdy zmieniam igłę, wiem od razu, która jest w maszynie, bo wkładając igłę do maszyny wbijam szpilkę z dużym czerwonym kwiatkiem w odpowiednią kratkę.



Przy okazji poćwiczyłam szycie cyferek i programowanie napisów na mojej maszynie. Ale takie cyferki można po prostu napisać na tkaninie niespieralnym pisakiem.

Do igieł "ciuchowych" (szycie dżinsu, skóry, strechu) zrobię sobie drugą taką.

Ładna, prawda? Ale jak się zaczniecie śmiać z mojego zamiłowania do ładu i porządku - zrozumiem to świetnie. Prawdę mówiąc, śmiałam się z samej siebie, gdy ją szyłam!

środa, 2 marca 2016

"...myślałam, że się nie uda..."


Rano przyszedł mail od uczestniczki warsztatów, która  pisze tak:

...wczoraj byłam przekonana, że takiej rzeczy  w życiu nie uda mi się zrobić... Po szkoleniu zyskałam przekonanie, ze dam radę!

 I załączyła zdjęcie wykończonej pracy, którą zaczęła pikować na zajęciach. Super! Ponieważ nie poprosiłam o zgodę na pokazanie zdjęcia, nie opublikuję go. Pokażę natomiast  kilka innych, zrobionych w trakcie zajęć.

Dzień pierwszy - podstawy pikowania.

Goście z Japonii. Przedstawiciele firmy Juki,  producenta świetnych maszyn, na których uczymy się pikować.

A tak pikują początkujące  quilterki. Aż trudno uwierzyć, że dopiero zaczynają przygodę z pikowaniem!



Dzień drugi - pikowanie "na zadany temat".





Dzień trzeci - poznajemy ściegi ozdobne, naszywamy sznureczki, szyjemy z cyrklem...





Tutaj pełnię  funkcję podajnika naszywanego sznureczka ;-)



Oj, działo się! Prawdziwy maraton.

Wróciłam do domu zmęczona i szczęśliwa. Warto było! Dziękuję, dziewczyny, za Wasz zapał i zaangażowanie :-)