piątek, 12 lutego 2016

Czterdzieści ;-)

Czterdzieści jeden nawet!

Czterdzieści jeden dobrych, zapasy na szew dookoła bloku są jak trzeba :-) Trzy do poprawki :-(

W dziennym świetle dobrze widać rzeczywiste kolory - dziś na chwilę wyszło słońce, zrobiłam więc zdjęcia całej gromadce.


Ich rzeczywistą wielkość (kwadraciki o boku niecałe 9 cm) widać dopiero w innych ujęciach:




Ta ilość bloczków w rozmiarze "normalnym" 6 cali wystarczyłaby na taką Żonę Farmera, jaką uszyłam w ubiegłym roku. W tym projekcie  bloczków ma być 365 -  tyle, ile dni w roku. Jeśli chcecie zobaczyć, jak będzie wyglądać całość, odsyłam TU

Pożyjemy - zobaczymy ;-)

Niestety, niektóre bloczki są do poprawy. Tak jak ten na poniższym zdjęciu:


Z dwóch stron na brzegach są ucięte  zapasy na szew i po zszyciu z innymi bloczkami nie będzie "dziubek w dziubek"... Składniki były o milimetr za duże. A tych składników jest 36.

Chyba mnie "pogięło" ;-) Jak myślicie????

poniedziałek, 1 lutego 2016

Jak puzzle...

Przesiadłam się dziś na małą Jaśkę. Na chwilkę tylko, dla relaksu ;-)

Wspominałam już, że zapaliłam się do  długoterminowego projektu 365 Day Challenge? Codziennie jeden bloczek, przez caluśki rok... Do odważnych świat należy, czyż nie?

W styczniu w związku z wystawą w Szczecinie i nowym szkoleniem, które przygotowuję, miałam spore zaległości. Siadłam więc dziś i wszystkie  nadrobiłam - uszyłam 24 bloczki (miałam 7 uszytych na początku stycznia) i tym sposobem mam cały miesięczny urobek.




Na razie bloczki są maleńkie - cztery takie są potrzebne na jeden blok Żony Farmera, trzy cale po wszyciu.  W kwietniu  przejdziemy na "normalny" rozmiar 6 cali.
Żeby nie zginąć wśród wąziutkich paseczków zastosowałam pewien system. System wymaga posiadania drewnianych klamerek,  o takich:


Naciachałam najpierw zapas wąskich paseczków (w przepisie każdego bloczka jest podany odpowiedni rozmiar).  Następnie masowo produkowałam składniki do kilku bloków równocześnie...


Później składniki poszczególnych bloczków poukładałam na tak zwanym podorędziu w pobliżu maszyny...


... i zszywałam je w całość, myląc się z zadziwiającą regularnością ;-)

 I teraz mam niebiesko w oczach. Ale czy takie czterołatki nie są cudne? Jak małe kociaki, takie słodkie :-)


Jak puzzle z tysięcy kawałków. Zapomniałam o całym świecie, układając moje patchworkowe puzzle -  i o to w tym wszystkim chodzi.

Do zobaczenia w Szczecinie :-)