piątek, 27 listopada 2015

Lubię maleństwa...

Lubię małe kotki, małe pieski, małe dzieci...
I lubię szyć drobiazgi. O, takie, jak ten:


Wisi sobie -jak staromodna makatka - w kuchni, na patyczku od zazdrostki.


Żeby zobaczyć pikowanie malucha trzeba dobrze się przyjrzeć z bliska, bo bocznego światła w tym miejscu nie ma. Do zdjęć musiałam więc  go położyć na stoliku.

Dobrze, że przez chwilkę świeciło dziś słońce.



Szycie maluchów to sposób na wykorzystanie różnych próbnych bloczków, również tych, które nie trzymają wymiaru potrzebnego na przykład do Żony Farmera.  I szybko widać efekt :-)

Tymczasem pora już najwyższa na jakieś świąteczne uszytki. Szykujecie coś specjalnego?

3 komentarze:

  1. Śliczne, Twoja kuchnia jest pełna takich małych cacuśnych drobiazgów, nie tylko patchworkowych :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Małe jest piękne! A u Ciebie Wiesiu wszystko jak zwykle perfekcyjnie!

    OdpowiedzUsuń
  3. A z daleka takie niepozorne ;-) Za to z bliska... pięknie! I podpisuje się pod zachwytem nad wnętrzem :-)

    OdpowiedzUsuń