wtorek, 26 sierpnia 2014

Nie miała baba kłopotu...

...kupiła sobie prosię - jakoś tak Babcia mówiła ;-)

Zanim o kłopotach opowiem, kilka słów o przemiłym spotkaniu, które  odbyło się wczoraj. Odwiedziły mnie dwie frywolne dziewczyny - Ola i Małgosia. Frywolne, bo zajmują się między innymi frywolitką. Prace Małgosi możecie obejrzeć tu (KLIK), Jak widzicie, Małgosia nie tylko frywolitkuje - i to jak! - również dzierga na drutach, szydełkuje, a nawet wyplata kosze. Ola natomiast jest absolutną mistrzynią w koronce klockowej. Co ciekawe, Ola mieszka rzut beretem ode mnie, a poznałyśmy się dzięki Małgosi, która mieszka na Śląsku.

Dziękuję, Małgosiu i Olu, za przemiłe spotkanie!

Przygotowałam dla dziewczyn mały prezencik, ponieważ już go dostały, mogę pokazać - małe igielniki, niezbędne dziewczynom o złotych rękach.





Teraz o kłopotach :-)

Otóż właśnie -po spotkaniu wypikowałam do końca  quilt dziecięcy. Wrzuciłam do pralki, suszy się i czeka na lamówkę (i żebym go w końcu mogła światu pokazać). Zastanawiałam się później, co począć z tak mile rozpoczętym wieczorem. I się zaczęło!

Było tak:

Czarmpaczka w jesiennych kolorach i dobrane szmatki z półki.


A teraz jest tak:




Dobrze, ze męża nie ma w domu, bo by chłop ze śmiechu umarł. Pocięła kobita bawełnę na kwadraciki pięciocentymetrowe i teraz się martwi, czy uda się je z sensem pozszywać. To trzeba mieć nie po kolei!!!! Obawiam się, że  zwątpiłby   w moje zdolności intelektualne...

A tak na poważnie -próbuję pewną wersję bloku Blackford's Beauty, możliwą do uszycia z jak najlepszym wykorzystaniem czarmpaczki. Na obrazku wygląda dość prosto - cztery dziewięciołatki (nine patch), osiem czegoś podobnego nieco do lecących gęsi - nie wiem, jak się ta część nazywa po polsku - i kwadrat w środku. Tylko, że wszystko taaakie malutkie.

Biorąc dodatkowo pod uwagę, że mam chętkę na sampler z kilku różnych bloków, wszystko wskazuje na to, że będę miała co dłubać w długie jesienne wieczory. No, i jeszcze bardzo chciałabym popełnić coś z bloków New York Beauty. Będzie ciężko - ale jak się zaprę, to wiecie - czasem człowiek musi, inaczej się udusi, (że klasyka zacytuję :-))

Trzymajcie kciuki, bo jeszcze tak  nie było, żebym nie pomyliła się w zszywaniu!

Pozdrawiam ciepło mimo fatalnej pogody...

8 komentarzy:

  1. Cudne!
    Oj szkoda, że nie mam takiego igielniczka ;), ale cóż, może popełnię :).
    A co do zszywania kawałeczków... Zachciało mi się poduszki z takich ciupinek, zszyłam ich 100 kawałków (10x10), no i na razie czeka na cd., może będzie coś większego.
    U mnie pięknie, słońce choć chłodno - no ale daleko od Ciebie! Pozdrawiam słonecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. super jest, ja uwielbiam małe kawałeczki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowne igielniki! Smak i elegancja w kazdym calu ;-) a co do kłopotów to jestem absolutnie pewna ze na koniec mimo trudow wyjdzie idealnie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ooooo to widzę, że nie tylko po mojej głowie chodzi new york beauty, ostatnio mam tego tysiące przed oczami ;-)
    Igielniki urocze, takie małe drobiazgi są świetnym podarunkiem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Igielniki rzeczywiście są przecudne, a jeden z nich nawet leży obok mnie. Patrzę na niego i podziwiam piękne pikowanie. Może i ja kiedyś spróbuję. Wiesiu i ja dziękuję za miłe spotkanie. Cieszę się, że pomogłam poznać się dwóm pasjonatkom, które można w uproszczeniu powiedzieć, mieszkają przy tej samej drodze. I to jest właśnie ta wielka zaleta internetu, który pozwala poznać się ludziom, którzy w realu pewnie by się nie spotkali.

    OdpowiedzUsuń
  6. Igielniki są przepiękne, nic dodać, nic ująć :) Kwadraciki pięciocentymetrowe uwielbiam zszywać, ponieważ szybko widać efekt pracy i można poeksperymentować z własnymi wzorami ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. przepiękne te igielniki, odszyte idealnie. Cuda. Uda się uda, te kwadraciki zlepić w całość.

    OdpowiedzUsuń
  8. Na New York Beauty też się "zasadzam", ale nie wiem kiedy znajdę na nie czas...

    OdpowiedzUsuń