środa, 23 kwietnia 2014

Poleciałam w kulki...

Jak się macie po świętach? Wszystko zdążyło już wyschnąć po dyngusie? Piękna pogoda, słońce - udana była w tym roku Wielkanoc.

Jeszcze zanim zabunkrowałam się w sobotę w kuchni (jak synowie przyjeżdżają gotowanie zajmuje mi duuuużo czasu, ale lubię czasem  ich porozpieszczać ulubionymi daniami), skończyłam wisielca w kulki.

Wygląda tak:


Fragment z przodu - zdjęcie dość wiernie oddaje kolory



Wisielec.... Tu kolory są nienaturalnie pomarańczowe. Fotografowania też się uczę :-)

Tak wyglądał "w szyciu"



Wisielec jest niewielki - 100 cm x 120 cm, ale trochę się nim namachałam pod maszyną. Zachciało mi się pikować kremowe fragmenty kremowymi nićmi, różowe - różowymi i tak dalej. Dodałam sobie roboty ze zmienianiem szpulek ;-)

Z tyłu pikowanie wygląda tak:


I jak tak sobie szyłam nocą ciemną, refleksja mnie naszła.

 Myśl o uszyciu czegoś naprawdę dużego-  takiego ze dwa razy większego niż Kulki -  nie budzi już we mnie  takiego przerażenia, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Tylko gdzie ja bym to powiesiła  albo położyła? Mam w domu tylko jedną dużą ścianę, na której coś mogłoby wisieć.I łóżko duże też mamy tylko jedno.

Trudno, uszyję i tak...



Aha - rozwiązanie zagadki z poprzedniego odcinka: przedstawiona na ostatnim zdjęciu stopka równocześnie obrębia brzeg zygzakiem i go obcina. Mój stary Łucznik może  udawać overloka ;-))





5 komentarzy:

  1. Super patchwork ! taki nowoczesny wzór. Pikowanie tez podziwiam, ciekawe jak długo szyłaś i jak duża jest to praca. Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Wanda!

      Quilt jest mały - 1 m x 1,2 m. Zajął mi ze trzy solidne wieczory.

      pozdrawiam

      Usuń
  2. coraz śmielej poczynasz - brawo! Tak trzymaj:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak będę trzymać ;-) Teraz szyję klasykę metodą PP

      Usuń
  3. fiuu-fiuuu... cudne te kulki :)

    OdpowiedzUsuń