środa, 30 maja 2018

Bo kto quilterce zabroni?

Witajcie :-)

Pytanie takie mam - kto zgadnie, co to takiego?


Grube, średnio miękkie i ...pikowane???

Ciepło, ciepło....

Tak! To wałek do jogi ;-)



Wierni czytelnicy wiedzą, że joga stała się ważną częścią mego życia. Piknęłam sobie pokrowce na wałki do jogi - żeby mi było podwójnie przyjemnie trwać w różnych asanach.


Informacja dla niewtajemniczonych - panie w moim wieku (nie żebym narzekała...) pomagają sobie przy praktyce jogi już to klockami, już to wałeczkiem albo paskiem. Polegiwanie na wałku jest jedną z przyjemniejszych części praktyki.



Wałki są dwa, mniejszy i większy. A że pikowane? A kto quilterce zabroni? 😃😃

PS Na głowie też czasem stoję, na razie tylko w szkole, przy mojej Nauczycielce, Darii.


poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Girl Power

"Babciu, spod tej kołderki z kotkiem to mi już nogi wystają" - oświadczyła pewnego dnia moja wnuczka, Sewi.

Nie dziwota, przecież panna ma już 9 lat! Mus było uszyć nową kołderkę. Taką dziewczyńską, owszem, ale też odpowiednią dla dziewięciolatki. Żeby nie taka, jak dla dzidziusia....

I wyszła taka:





Dwie czarmpaczki w szalone wzory i kawałek materiału, który bardzo mi wpadł w oko - bo taki "dziewczyński". Gdy go zobaczyłam w sklepie, pomyślałam od razu, że chcę coś z niego uszyć dla Sewi. Szczęśliwie kolory obu "składników" bardzo się zgrały.

 "To najpiękniejsza kołderka świata, babciu! Zawsze będę pod nią spała"

 Bezcenne słowa  dla babci :-)


Wszystkiego najlepszego, kochanie :-) Słodkich snów!

środa, 21 marca 2018

Biało - czarny eksperyment

Witajcie :-)

Przedwczoraj wieczorem w grupie "Patchwork po polsku" pojawił się temat naprężenia nici przy pikowaniu z wolnej ręki. Kłopot dotyczy sytuacji, gdy w bębenku zakładamy nić innego koloru, niż jest u góry maszyny. Teoretycznie maszyna   wiąże te nitki pomiędzy zszywanymi warstwami. Teoretycznie...

 W rzeczywistości jednak gdy nici górna i dolna są w różnych kolorach, zdarza się, że albo górna nić przeciąga dolną na "swoją" górną stronę (gdy naprężenie górnej nitki jest duże), albo dolna przeciąga górną na "swoją" stronę (gdy naprężenie górnej nitki jest małe). Widać wtedy kropeczki - zaraz je zobaczycie na zdjęciach - które niezwykle irytują quilterki - perfekcjonistki :-)

Perfekcjonistki regulują wówczas naprężenie i tracą cierpliwość.  A przecież przy szyciu ma być zabawa, a nie nerwy, czyż nie?

Postanowiłam wykonać pewien eksperyment: założyłam do bębenka  maszyny ciemną szarą nić, u góry  nawlekłam białą i szyłam - zarówno stopką z transportem, jak popikowałam z wolnej ręki.
Oto efekty na zdjęciach. Na końcu będą wnioski....

 Po lewej stronie zdjęcia w zaznaczonym prostokącie jest ścieg z naprężeniem 7 - czyli dużym. Pętelki  są z wolnej ręki (wyłączony transport), ścieg prosty z transportem maszynowym.

Dla porównania z prawej strony zdjęcia naprężenie automatyczne, czyli takie, jak chce maszyna (mniej więcej 4,5). Również - są pętelki z wolnej ręki i ścieg prosty z transportem maszynowym.

Wynik zgodny z logiką - gdy zwiększam naprężenie górnej nitki z 4,5 na 7, to ciągnie ona dolną z większą siłą i czarne kropeczki są bardziej widoczne. Zwłaszcza na zakrętach - taki lajf ;-)

Zwracam jednak Waszą uwagę, że kropeczki są widoczne również przy ściegu prostym. Mniej widoczne, ale jednak....

A może zmniejszyć naprężenie? Proszę bardzo - obejrzyjcie  zdjęcia poniżej.



Zgodnie z oczekiwaniem - im mniejsze naprężenie, tym mniej czarnych kropeczek. Przy naprężeniu 1 już ich prawie nie widać.

No tak - na wierzchu ich nie widać, ale pojawiły się na spodniej stronie. Białe kropeczki. Możecie mi wierzyć, bo zdjęcia nie wyszły. Nie przyszło mi do głowy, żeby spód "kanapeczki" eksperymentalnej dać czarny.

Jeżeli chcesz się przekonać, jak to działa na Twojej maszynie, powtórz ten eksperyment. Zrób biało - czarną kanapeczkę, załóż czarne i białe nici  i przeszyj (zarówno ściegiem prostym z włączonym transportem, jak i FMQ z wyłączonym transportem). Zaznacz jakie naprężenia używałaś.

 Mogę się założyć, że nawet przy ściegu prostym po którejś ze stron będą kropeczki. Albowiem przy normalnym  szyciu (czyli takim, gdzie obie strony powinny być ładne) na maszynie niemal zawsze u góry i u dołu używa się tych samych nici w tym samym kolorze.

Przy szyciu "nienormalnym" - wtedy, gdy jedna ze stron jest ważniejsza, na przykład przy haftowaniu maszynowym - używa się specjalnej nici bębenkowej.  Z oszczędności pieniędzy i czasu. Wtedy spód jest często zakryty i nie widać, co się tam dzieje. A dzieje się, bo wówczas zmniejsza się naprężenie górnej nitki i pod spodem czasem jest bałagan.

Dawno już przestałam utrudniać sobie życie. Mimo wspaniałej maszyny nie próbuję nawet dopasowywać za wszelką cenę górnych nici do kolory wierzchu, a dolnych do koloru spodu. Najpewniej jest zawsze mieć te same nici tak  u góry, jak i w bębenku. Bo pikowanie patchworku to dla mnie "normalne" szycie. I wcale mi nie przeszkadza, że linie pikowania będą widoczne na spodzie! Czasem się nawet cieszę.

Na koniec:
  •  moja maszyna to Janome 8900QCP, przy każdym "normalnym" szyciu i pikowaniu naprężenie ustawione na auto,
  •  użyłam nici Isacord
  • użyłam igły do mikrowłókien 70
  • wypełnienie poliester 180g/m2
Jak myślicie, jakiego koloru użyję do pikowania patchworku, za który niebawem się zabiorę? Białych, czy czerwonych? 😏



piątek, 20 października 2017

Wspomnienie...

Jutro mija rok od śmierci Ewy, autorki bloga W Ewkowie.

Tu znajdziecie galerię Jej prac .

Pięknie szyła i pikowała.


Nigdy się fizycznie nie spotkałyśmy, nasza znajomość była wirtualna. Mniej więcej w tym samym czasie dowiedziałyśmy się o tym, że chorujemy - i nawiązałyśmy bliski (jak na wirtualną znajomość) kontakt.

Wiadomość o Jej odejściu bardzo mnie zasmuciła. Z Jej maili biła nadzieja i spokój,  nie byłam świadoma, jak ciężko chorowała. Gdy na blogu zamilkła, nie dziwiłam się za bardzo, bo sama przez to w tym czasie  przechodziłam.

Mąż Ewy, widząc, że próbujemy z Joanną "wywołać" Ewę przez internet, nawiązał z Asią kontakt i przekazał nam  smutną wiadomość.

A później przekazał nam - dziewczynom z Lub.Patchwork - skarby Ewy, wiedząc że wykorzystamy je w celach charytatywnych. Bardzo Ci, Leszku, dziękujemy!

Wśród tych skarbów są prace Ewy, których nie zdążyła skończyć.  Powoli zaczynam je pikować.



Projekt wzoru i przygotowanie do pikowania - Ewa, wykonanie - moje.




Takie cuda nie mogły się przecież zmarnować...

Jeszcze trzy takie poduszki są przygotowane do pikowania. Po skończeniu poszukamy możliwości uzyskania za nie pieniędzy z przeznaczeniem na cele charytatywne, najchętniej związane z leczeniem chorób nowotworowych. Jak coś przyjdzie Wam do głowy - jakaś fundacja na przykład - dajcie znać.

Śpij spokojnie, Ewuniu...



wtorek, 10 października 2017

Dyniowo...

W ciągu ostatniego czasu zjadłam tyle dyni, ile przez całe dotychczasowe życie

Nie przesadzam - w moim domu rodzinnym dyni się raczej nie jadało, a jeśli już to pikantne dyniowe pikle w occie (nie lubiłam). A teraz zajadam się zupa dyniową, musem dyniowym, pieczoną dynią i myślę "tyle lat zmarnowanych - a to taakie pyszne i zdrowe" ;-)

Jedna z dyń - ozdobna - króluje na kuchennym stole na nowej serwetce.



Serwetka powstała, ponieważ chciałam przypomnieć sobie, jak się szyje takie malutkie gwiazdki:



Trzy takie gwiazdki uszyłam (żeby sobie sobie solidnie  przypomnieć), akurat na centralną część serwetki.

No i jest :-)


Dynia zdecydowanie dodaje jej uroku. Będą sobie towarzyszyć aż do zimy.

Pozdrawiam Was jesiennie i dyniowo :-)

wtorek, 1 sierpnia 2017

Patchwork w raju

Wspominałam Wam, że latem mieszkam w ogrodzie? Z pewnością nie raz - uwielbiam moje kwiaty, cykanie świerszczy, zapach skoszonej trawy. Nawet upały lubię...

Gdy dziś przenosiłam leżak do cienia przypomniałam sobie, że nie pokazywałam jeszcze na blogu  prezentu, który dostałam w ubiegłym roku od patchworkowych koleżanek.





O pierwszym prezencie pisałam tutaj. 

Prezent numer jeden jest główną ozdobą salonu, prezent numer dwa towarzyszy mi w moim małym raju.




Pasuje? Jeszcze jak! Tyle w nim ciepła i dobrych myśli :-)

Raz jeszcze dziękuję za oba przepiękne zestawy, kochane quilterki!

poniedziałek, 10 lipca 2017

Pikowany plecaczek

Hej, hej, lato!


 Jakiś czas temu uszyłam sobie plecaczek, ale nie używałam go, bo pasuje raczej do letnich sukienek, niż do jesiennych kurtek i płaszczy. A ponieważ lato mamy w pełni wyciągnęłam plecaczek i świetnie się to maleństwo sprawdza.

Plecaczek jest ze sztucznej skóry,  bardzo lekki i  raczej miękki.

W środku nie jest jakoś szczególnie wypasiony, ale jedną kieszeń zapinaną na zamek ma. Kieszeń dzieli wnętrze plecaczka na dwie części/


Nie sądziłam, że tak go polubię - jesteśmy nierozłączni :-)

Pozdrawiam wakacyjnie!